W pulsie biznesu, w dodatku Business Class, 8 maja 2009 pojawił się ciekawy artykuł na temat włoskiego wina. Uważam, że warto go tutaj przytoczyć a przynajmniej zacytować fragmenty:
Większość znawców uważa, że wśród włoskich win prym wiodą czerwone: Barolo, Brunello di Montalcino. I supertoskany – dziecko figli, płatanych czasem przez życie. A także wymuszonych i zaskakujących decyzji.
Dla mnie Włochy kojarzą się przede wszystkim z winami pitymi na wyprawach w Alpy, na przykład myśle tu o wspaniałym czerwonym San Leonardo Marchese Carlo Guerrieri Gonzaga, ale też i z australijskiem winem z typowo włoskich szczepów winogron Heartland Langhorne Creek Dolcetto Lagrein Ben Glaetzer. Oba wspaniałe i cudowne, na prawdę warte polecenia. Ale wracając do artykułu.
Był sobie raz markiz Mario Incisa Della Roccheta. Miał dwie miłości: konie i francuskie wina. Może była i trzecia, ale o niej źródła historyczne milczą. Gdy tak sobie trwał w tym konno-winnym światku, wybuchła nagle II wojna światowa. Konie wprawdzie markizowi pozostały, ale winne źródełko nagle wyschło. Groza zajrzała arystokracie w kieliszki, zwłaszcza, że na koniec wojny raczej się nie zanosiło. Dodatkowo z zachodniego frontu dochodziły niepokojące wieści – niemieccy okupanci zaczęli systematycznie wysuszać bordoskie piwnice.
Sytuacja wymusiła na markizie heroiczną decyzję – stworzyć w Toskanii maleńkie włoskie Bordeaux. Zrozpaczony, postawił na swoje pastwiska w Bolgheri, region podówczas bez żadnych winnych tradycji. Jeżeli już, to uprawiano tam co najwyżej brzoskwinie czy truskawki.
W 1940 r. obsadził kamienistą działkę w posiadłości San Guida francuskim szczepem winnym Cabernet Sauvignion. Wywołał tym krokiem winną rewolucję. A ponadto złamał wiele kanonów toskańskiego winnic twa. Zarzucił używanie wyłącznie lokalnych odmian winogron, odstąpił też od dodawania do win czerwonych odmian do wywarzania win białych (nieciekawe podówczas praktyki w Chianti)_. Przeszedł także z dużych beczek ze słoweńskiego dębu na małe beczułki z dębu francuskiego. I cierpliwie czekał.
Być może cieplejszy niż w Chianti klimat czy bardziej kamienista gleba, a może także inny rodzaj beczek sprawiły, że wino markiza okazało się po latach sensacyjne w smaku. Miało niebywałą skłonność do dojrzewania w butelkach – bardzo podobną do tej, jaką markiz odnajdywał w ukochanych przez niego winach z Modoc (Bordeaux).
Mario Incisa Della Roccheta początkowo wytwarzał wino wyłącznie na własne potrzeby, racząc nim krewnych i przyjaciół – także kuzynów Lodovica i Piero Antinorich. Musiały zasmakować, bo to im właśnie zawdzięczamy narodziny kultowego dziś wina Sassicaia (kamienne pole). I sławę Polgheri.
Droga do sukcesu nie była prosta. Kłopot polegał na tym, że zarówno region, technologia, jak i odmiany winogron użyte do produkcji nie mieściły się w standardach DOC. Wspaniałe wino musiano wprowadzić na rynek jako zwykłe stołowe (VdT). Sassicaię szybko wywąchali jednak koneserzy. Sięgnęła astronomicznych cen, zawojowała najelegantsze restauracje po obu stronach Atlantyku. Sypnęło się wiele medali. Za przykładem markiza poszli inni producenci, nie wyłączając tych z dobrze już podówczas „uregulowanego” DOC Chianti.
Narodziło się wiele znamienitych supertoskanów. Do kultowych w Bolgheri należą Grattamacco, Ornellaia i Paleo. Legenda Piemontu Angelo Gaja natychmiast przejął Ca’Marcanda. Pojawiły się supertoskany ze stuprocentowo włoskich odmian )wcześniej nie do pomyślenia!) jak u Michele Satta. Nawet w dobie światowego kryzysu supertoskany z Bolghari na brak klientów nie mogą narzekać. Po Ornellaia (mimo cen) na całym świecie nadal ustawiają się kolejki. Także i w Polsce. Szczególny zaszczyt spłynął na kamienne poletko markiza Mario Incisa Della Roccheta dosyć późno, bo dopiero w 1994 roku. Kolebka supertoskanów uzyskała – jako jedyna winnica we Włoszech – indywidualną klasyfikację: Bolgheri Sassocaoa Denominazione di Orgine Controllata.
Nie bez powodu w wielu włoskich restauracjach zamówienie Sassicaia honoruje się natychmiastową zmianą obrusa.
Wracając do wina, skoro smak został już zaostrzony, to może jeszcze jedno włoskie wino, tym razem z kolekcji firmy Salute, które warto zaproponować, czyli Boscarelli Vino Nobile Di Montepulciano. Ewidentnie wino powinno poleżeć i na pewno powinno być poddane dekantacji przed wypiciem. Teraz trochę zbyt intensywnie ściągające garbniki i taniny nie pozwalają dokładnie określić bukietu owoców i wyodrębnić konkretnych zapachów z tego wina. Sądzę, że 5 lat po fermentacji zacznie się najlepszy okres dla tego wina.
piątek, 5 czerwca 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)
